Są takie momenty w pracy z zapachami, kiedy wydaje się, że nic nie jest już w stanie naprawdę zaskoczyć. Nos staje się coraz bardziej wymagający, pamięć olfaktoryczna bogatsza, a kolejne premiery, choć często poprawne – rzadko wywołują to pożądane „wow”. Zwłaszcza, że poszukiwaczy swojego idealnego zapachu, tego mitycznego świętego Graala, jest całe mnóstwo. Kiedyś również do nich należałam. Z czasem jednak zrozumiałam, że coś takiego jak jeden, jedyny zapach idealny… po prostu nie istnieje. Są kompozycje, do których wracam regularnie, bo dają mi poczucie komfortu i znajomości. Są takie, które muszę mieć zawsze na półce – jak zapachowy punkt odniesienia. Są też takie, które w mojej głowie zamieniają się w piękne wspomnienia, zamknięte w butelce, przywoływane konkretną porą roku, miejscem czy emocją. Ograniczyć się do jednego? Dla mnie byłoby to zwyczajnie niemożliwe. I właśnie dlatego momenty, w których zapachy potrafią mnie jeszcze szczerze zaskoczyć, są dziś tak cenne. Tym większe było moje zdziwienie, kiedy do naszej ostatniej dostawy od Terenzi dołączyły nowości, które nie tylko wpisały się w aktualne trendy, ale zrobiły to w sposób zaskakująco nieoczywisty!
Dokąd zmierzają współczesne trendy?
Trendy są czytelne, kierunki jasno wytyczone, a nos – nawet jeśli wciąż (pozwólcie, że tak to ujmę) pojemny, bywa już dość wymagający. Tym większe było moje zdziwienie, kiedy do naszej ostatniej dostawy od Terenzi dołączyły nowości, które zupełnie wytrąciły mnie z tego komfortowego poczucia przewidywalności i myślę, że z Wami zrobią to samo.
Ale jak to jest z tymi trendami? No właśnie – bo kiedy spojrzymy wstecz, wyraźnie widać, że niszowa perfumeria przechodziła przez swoje etapy, a każdy z nich otwierał zupełnie nowy rozdział. Był czas molekuł, które zmieniły nasze postrzeganie zapachu jako czegoś niemal niewidzialnego, a jednak wszechobecnego. Był czas orientu – oudu w najróżniejszych konfiguracjach, gęstej wiśni, szafranu, ciężkich, nasyconych akordów, które na długo zdominowały niszowe półki. Pojawił się też Akigalawood, składnik, który około 2019 roku wywrócił świat niszy do góry nogami i na nowo zdefiniował pojęcie nowoczesnej drzewności.
Bez wątpienia każdy z tych składników i trendów otwierał epokę wcześniej nieznaną. Każdy z nich łamał stereotyp „niszy dla konesera” – czyli zamkniętej, hermetycznej, zrozumiałej tylko dla wtajemniczonych. Nisza zaczęła stawać się pożądana, coraz bardziej dostępna emocjonalnie, a w końcu na tyle zaczarowała, że niemal każdy zapragnął pachnieć niszowo.
Współczesna nisza zaczyna odchodzić od ciężaru i dosłowności na rzecz przestrzeni, oddechu i emocji. Zapachy nie muszą już dominować otoczenia, by być zauważone – mają pracować ze skórą, zmieniać się w ruchu, pozostawiać po sobie wrażenie, a nie tylko ślad. Przestrzenność i czystość przestają być tłem; stają się pełnoprawnym kierunkiem, który coraz częściej definiuje nowoczesne kompozycje.
Co jednak szczególnie ciekawe, ten zwrot nie oznacza rezygnacji z przyjemności. Wręcz przeciwnie. Równolegle obserwujemy nową odsłonę gourmandu – mniej dosłowną, bardziej teksturalną, świadomą. Słodycz przestaje być celem samym w sobie, a zaczyna pełnić rolę akcentu, który nadaje zapachom miękkości i głębi. To gourmand, który nie przytłacza, nie zamyka kompozycji, lecz pozwala jej oddychać.
W tym kontekście niezwykle interesująco wypada wiśnia – nuta, która wraca dziś w wielkim stylu. Nie jako ciężki, lepki akord znany z wcześniejszych lat, ale w formie bardziej zbalansowanej, czasem świeższej, czasem lekko likierowej, zawsze jednak z wyczuciem. Wiśnia staje się tym, czym w dobrym deserze jest ostatni detal – dopracowaną „wisienką na torcie”, która spina całość i nadaje jej charakter.
I właśnie tu bardzo naturalnie pojawiają się nowości Terenzi. Terenzi Boutique to przecież marka, którą znamy doskonale. Włoska, niszowa, oparta na naturalnych składnikach, z wyraźnym DNA Paolo – tym charakterystycznym, niemal nieuchwytnym „ostatnim szlifem”, który sprawia, że nawet najbardziej odważne kompozycje pozostają spójne, eleganckie i niepodrabialne. I nagle pojawiają się zapachy, które brzmią trochę tak, jakby wyszły spod jego ręki… a jednocześnie jakby celowo chciały się z tej ręki wymknąć.
Moc i charakter nowości
Oczywiście, można by zacząć od intensywności – tej porażającej, bezkompromisowej projekcji i trwałości, która w przypadku Terenzi działa wyłącznie na korzyść. Ale to nie ona była dla mnie największym zaskoczeniem. Tym, co naprawdę mnie zachwyciło, jest sposób, w jaki te kompozycje idealnie wpisują się w aktualne olfaktoryczne potrzeby: są przestrzenne, są czyste, momentami wręcz świetliste, a jednocześnie nie boją się gourmandu. I to gourmandu bardzo świadomego, wyważonego, podanego w nowoczesnej formie.
A potem pojawia się ona – wiśnia. Soczysta, zmysłowa, czasem mroczna, czasem niemal deserowa. Motyw, który w ostatnich sezonach przeżywa prawdziwy renesans, tutaj został potraktowany z ogromnym wyczuciem. Nie jako tani akcent, lecz jako pełnoprawny bohater kompozycji.
Dojechało sześć zapachów. Sześć bardzo różnych historii. I bez cienia przesady – każdy z nich zasługuje na uwagę. Ten artykuł jest więc zaproszeniem do bliższego spotkania z nową odsłoną Terenzi: marką, która trendy interpretuje na własnych zasadach, nie tracąc przy tym swojej tożsamości.
To teraz sobie usiądź, bo trochę tego będzie 🙂
Aetera (Giardino Benessere) – krótki storytelling
Muszę zacząć od Aetery, bo wiąże się z nim krótka opowieść. Jeżeli choć trochę obserwujecie nasze social media, to wiecie, że Irmina kocha zapachy z kategorii, którą nazywam „nic” – oczywiście żartuję, ale tak zwykle nazywam zapachy, które z blottersa dość szybko uciekają. Irmina je uwielbia, bo jej skóra w momencie otrzymania pierwszych kropli takich perfum syczy jak skropiona wodą święconą i czuć ją wtedy w każdej części butiku.
Zaraz po odebraniu dostawy wyciągnęłam Aeterę z pudełka i powiedziałam jej: „jest tu zapach zaprojektowany dla Ciebie”. Oczywiście od razu odpowiedziała: „to mój zapach, piękny” i obficie się nim zlała. Pachniała nim cały czas, przy każdym ruchu, co nie było dla mnie zaskoczeniem, ale pachniała tak bosko, że sama też go wypróbowałam – tylko ja użyłam nieco więcej, wiadomo.
Było to mniej więcej około 13:00. O godzinie 21:00 nie byłam w stanie rozszyfrować, czym pachnę, bo całkowicie wymazałam z pamięci, że w ogóle się nim psikałam. Przepadłam. Ciepłe, słodkie, lekko drzewne powietrze, coś absolutnie zachwycającego. Ciężko to nawet określić, bo jest tak magnetyczny, że całkowicie mnie oczarował. Nie wąchałam czegoś podobnego, a już na pewno nie w ofercie Terenzi. Ciepło skóry z automatu wybija Aeterę ponad powierzchnię i tworzy aurę zapachu, w którym masz ochotę dosłownie się wykąpać.
Jeżeli White Fire czy Stramonio to Twoje ulubione kompozycje – Giardino Benessere Aetera możesz brać w ciemno, serio.

Elenis (Giardino Benessere) – słodko, gęsto i błogo
Kolejna nowość od marki Giardino Benessere to Elenis. I tutaj też dużo się dzieje. Pamiętam wielki boom na gourmandowe zapachy – ale nie że tam jakaś czekolada czy wanilia, tylko mleko, gęsty karmel, palony cukier, toffi. Bardzo ubolewałyśmy wtedy, że takich kompozycji nie mamy wiele. Szastałyśmy wtedy Al Contrario, który ma ciasteczkowy vibe, ale wciąż nie było to, czego naprawdę potrzebowałyśmy.
Elenis to słodka, mleczna, cieknąca krówka! Dosłownie! I co ważne, bo zapachy gourmandowe łatwo zepsuć – te składniki wcale nie są łatwe do uchwycenia. Trzeba je zestawić tak, aby nie brzmiały banalnie ani tanio. Kiedy powąchasz Elenis, przed oczami pojawią Ci się całe stosy krówek i niemal poczujesz je w ustach. W kompozycji znajdziesz mleko, śmietankę, frangipani, maślankę, miód, cukier trzcinowy i kawę. Jest na maksa słodko, ale po kilku godzinach wyłania się królewski aromat przepięknej, słodkiej, majestatycznej wanilii.

Arkano della Luna (V Canto) – tarotowa Karta Księżyca
Kolejna nowość to Arkano della Luna od V Canto. Od jakiegoś czasu Paolo zafascynował się mlekiem kokosowym, co w niszy było naprawdę potrzebne, bo zapachów kokosowych, ale w innym klimacie niż Rafaello, wciąż jest niewiele.
Arkano della Luna wykorzystuje kokosowe mleko i karmel, które podbijają kremowość kompozycji, ale przede wszystkim tańczy tu jaśmin z odrobiną maliny, żeby złamać słodycz i nadać jej świeżości. To niesamowicie zmienna kompozycja, która perfekcyjnie wpasuje się w codzienną rutynę zapachową. I jak to w przypadku linii Arkano, inspiracja pochodzi z tarota – w tym przypadku Kartą Księżyca, która dodaje całości tajemniczego, subtelnego charakteru.
Arkano della Temperanza (V Canto) – Karta Umiarkowanie
Kolejna karta tarota to Karta Umiarkowanie – Arkano della Temperanza. Ten zapach totalnie do mnie trafia. Z tej linii wcześniej upatrzyłam sobie Fortunę, którą uważałam za najbardziej wytrawny zapach w asortymencie Terenzi. Taki wiecie, gorzki, cytrusowy akord.
Teraz pojawiła się Temperanza, która łączy włoską skórę, żywice, ambrę i irys. Nie jest surowa – ma subtelny, kremowy vibe, który sprawia, że staje się przyjemna w codziennym noszeniu. Jako wielka fanka Kaffa, zakochałam się również w Temperanzie. Nie wysładza się na skórze tak jak lubi Kaff, a jednocześnie zachowuje ciekawy, skórzany akcent w czystej, „krochmalnej” odsłonie. Elegancko i z klasą.
Omicron (Tiziana Terenzi)
Kolejna nowość to Omicron od Tiziana Terenzi. Ten zapach przenosi nas w świat gwiazd, ukochanego miejsca Tiziany i Paolo. Omicron to gwiazda, na którą natrafili podążając świetlistą drogą konstelacji Vele.
Znów pojawia się kokosowy akcent, ale tym razem w postaci wody. Mniej mlecznie, bardziej orzeźwiająco, choć początkowo przywodzi na myśl nuty Luny, szybko zmienia się nie do poznania już po kilku sekundach. W pierwszym wrażeniu dominuje absolut róży bułgarskiej, podbity musującą nutą cytrusów. Jednocześnie całość jest niezwykle otulająca. Omicrona nosi się niczym ciepły, miękki płaszcz, który daje poczucie komfortu i lekkości.

Phivele (Tiziana Terenzi) – wiśnia w 3D
Ostatnia nowość to Phivele od Tiziana Terenzi – czyli zapach, na który strasznie czekałam. Marzyłam o perfumach wiśniowych i wiedziałam, że Paolo stworzy coś, co nie będzie płaskie. Wiedziałam, że to będzie wiśnia w 3D. Nie pomyliłam się.
Phivele jest doskonały, dokładnie tak sobie go wyobrażałam. W pierwszych sekundach uderza przeszywający, lodowaty akord wiśni – jak mróz, który szczypie w nos. Potem wyłania się subtelna słodycz brzoskwini, z lekko świdrującym imbirem w tle, który nadaje zapachowi charakteru i życia. Całość podbija paczula, bursztyn i białe piżmo, które nie dominują konstrukcji, a subtelnie ją wzmacniają, pozostawiając zapach w pełni czytelnym, eleganckim i wielowymiarowym.
To zapach, który żyje na skórze – zmienia się, rozwija, a jednocześnie pozostaje niepowtarzalny. Phivele to wiśnia, która nie tylko „smakuje oczami”, ale sprawia, że chcesz w niej zatopić wszystkie zmysły.
Podsumowanie
No i co, to by było na tyle 🙂
Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam! Nowości od Terenzi zaskoczyły nas na maksa i to pod każdym względem: od przestrzenności i gourmandowych akcentów, po te małe, nieoczekiwane detale, które sprawiają, że każda kompozycja jest absolutnie wyjątkowa. Te sześć zapachów to dowód, że nisza wciąż potrafi zaskakiwać i zachwycać.
Ciepłe, słodkie, kremowe, skórzane, gwiezdne – wszystkie mają w sobie coś, co sprawia, że nie można przejść obok nich obojętnie. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji ich powąchać, teraz jest najlepszy moment, żeby to nadrobić.
Czekamy na Was w Butiku Terenzi przy ul. Mokotowskiej 54 w Warszawie 🙂
Magda
